Forum Polskie Forum Łaskotek Strona Główna Polskie Forum Łaskotek

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy     GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sen Kalifa. Rozdział piąty.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Polskie Forum Łaskotek Strona Główna -> Erotyczne / Opowiadania BDSM
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
szczepantrzeszcz2
Złote Pióro
Złote Pióro



Dołączył: 02 Paź 2012
Posty: 382
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:42, 27 Lis 2012    Temat postu: Sen Kalifa. Rozdział piąty.

Wiosna 1985, gdzieś poza przestrzenią

Na lekcji wiało nudą. Deszcz za oknem pogłębiał zniechęcenie zarówno prowadzącego jak i tych, którzy musieli go słuchać. Lepiej jest testować działanie hormonów w praktyce niż słuchać o "neuroprzekaźnikach katecholaminowych" czy też "wzajemnie antagonistycznym działaniu insuliny i glukagonu". - Trzeba ich nieco obudzić. - Pomyślał Stiepan Iwanowicz.

- Elizawieto. Pod wpływem pewnych hormonów, ludzki organ zwiększa swoje rozmiary nawet dziesięciokrotnie. Czy wiesz jaki to organ?

Elizawieta wstała. Siląc się na powagę, udawała zawstydzoną tak ostentacyjnie, że reszta klasy ryczała radośnie. - Nie mam śmiałości odpowiedzieć panie profesorze - Jej twarz wyglądała jak wykuta w kamieniu. Po chwili jej ramiona zaczęły drgać i wybuchnęła śmiechem.

Bołdin gestem ręki uciszył rozbawione towarzystwo. - Chodziło mi o adrenalinę i źrenicę oka - Elizawieta usiadła przy akompaniamencie kolejnej eksplozji wesołości. - Dobrze jest - kontynuował nauczyciel - że wszystko ci się z jednym kojarzy. Kobiety nie powinny zajmować się nauką. Złe jest to, że czeka cię w życiu rozczarowanie.

Zainteresowanie tematem wróciło.

Jesień 2008, lasy podmoskiewskie

- Mówią o was jako o tym, który mieszka na dwóch skałach. - W rozmowach z Borysem Makarewiczem coraz częściej zbaczali z tematów służbowych.

- Czasem się zdarza, że idziesz przez świat, spotykasz jedno jedyne miejsce i wiesz, że to tutaj. Tak jak z kobietą. Spotkaliście taką kobietę?

- To one mnie spotykały. Ale nie było tej jednej, jedynej. - Chodzili po ogrodzie. Po jesiennych słotach pogoda się ustabilizowała i słońce przygrzewało mocno. Gość dotknął rozgrzanego kamienia. Bołdin wyczuł skurcz duszy, jakiś cień bolesnego wspomnienia. - Kobiety spotykały mnie na krótko - po pewnym czasie podjął dyskusję - wtedy było w porządku. Nigdy nie chciałem sie wiązać i starałem się unikać takich, które myślały o małżeństwie. Ale raz się zdarzyło. Ona chciała a ja nie okazałem się czujny. Nie zrejterowałem w porę - uśmiechnął się melancholijnie. - Człowiek ma w takiej sytuacji wrażenie jakby wracał... z przegranej wojny.

- Którą wojnę przegraliście? - Stiepan Iwanowicz zdecydował zapytać się wprost. Wiek swojego rozmówcy szacował na pięćdziesiąt parę lat. Wyższym dowódcą nie był. Co do tego zdążył się zorientować podczas wcześnieszych spotkań. Na Wietnam wyglądał zbyt młodo, na Afganistan za staro. Może któraś z licznych awantur w Afryce?

- Walczyłem w Afganistanie. Ale to nie ma znaczenia. Wasze pytanie jest niedobre. To państwo czy jakaś organizacja może wygrać albo przegrać wojnę. Człowiek na wojnie zawsze jest przegrany, obojętnie po której stronie się znajdzie.

- Ile właściwie macie lat?

- Czterdzieści dwa.

O więcej nie pytał. Afgańską wojnę znał wyłącznie z opowieści. Nie z tego co wypisywano w gazetach, tylko z relacji tych, którzy tam byli i którym udało się powrócić. Słyszał wystarczająco dużo, by zrozumieć dlaczego Borys Makarewicz wygląda o kilkanaście lat starzej.

Trzy dni temu zrezygnował z ochrony. Pietia nie był zadowolony z pomysłu, ale to Bołdin miał rację. Konflikt został stłumiony w zarzewiu i nawet zakamary Stolkino wydawały się spokojniejsze. Wystarczyło, że właściwa osoba w KGB warknęła na kogo trzeba i nikt nie chciał się wychylać.

Samotność zaczęła mu doskwierać. Dwie skały okazywały się dobrym towarzystwem, jeżeli był ktoś jeszcze. Kiedy dom stał pusty, głaziska zdawały się emanować polodowcowym chłodem. Za parę dni sprowadzi ich wszystkich z powrotem. Słońce wtedy zaświeci jaśniej. Jego plany na przyszłość okrywał cieniem fakt, że Pułkownik nie odzyskał przytomności. Po ich ostatniej rozmowie odczuwał, że czegoś mu brak. Stracił nadzieję, że dyskusję będzie można dokończyć.

Weszli do gabinetu. Do omówienia mieli wiele spraw. Borys Makarewicz nie przyszedł na pogawędkę. Wszystko wskazywało na to, że informatyczno-medyczny projekt, uśpiony od dekady, ruszy jeszcze raz. Trzeba zorganizować zespół od nowa. Pomyślał o Elizawiecie. Skończyła fizykę. Ostatnio została członkiem korespondentem Rosyjskiej Akademii Nauk. Z pewnością byłą jednym z najtemperamentnieszych członków korespondentów. Musi jej dać do zrozumienia, że fora internetowe anonimowe nie są i to co uchodzi maluczkim, odbija się czkawką ludziom na eksponowanych stanowiskach. Kuma. Szkoda, że nie poszedł w naukę. Kwanty, relatywistyka, czysta matematyka. Mógłby być dobry we wszystkim. Borka Mariancew? Też się pojawił na forum. Nie, Borka wypadł z branży. Po dziesięciu latach nauczania młodzieży już się nie wdroży. Kozak? Michaił... już nie pamiętał jak się nazywał. Mikrobiolog, genialny degenerat. Alkocholik. Mieszka teraz w Leningradzie. Pracuje na uniwersytecie i usiłuje udawać normalność. Gdyby go ściągnąć, może rzeczywiście wyszedłby na prostą. Jest parę nazwisk, nad którymi należy się zastanowić. Chćby Monika. Genetyk i też pracuje w Leningradzie. Choćby Władimir, chemik-informatyk poznany przed laty w strefie, wyrzucony z projektu przez Szluchtina. Z kilkoma osobami należy pogadać. Rozrzuceni po całym kraju. Trzeba będzie trochę pojeździć, trochę polatać.

- Chciałbym z wami ruszyć w tę podróż, Stiepanie Iwanowiczu. - Borys Makarewicz zaczynał traktować jego plany jak swoje. - Mówiliście, że wasi wychowankowie pozakładali rodziny, że żyją przykładnie. A ja się ciągle zastanawiam, jak w takich warunkach można było nabyć to coś, co pozwala żyć w związku z jedną i tą samą osobą? Ciężko to sobie wyobrazić.

- Ja sam się zastanawiam nad mechanizmem. W sumie niewiele uczyniłem, żeby tak właśnie było. Po pierwszych letnich koloniach opadły mnie czarne myśli. Czytaliście, co oni tam wyprawiali. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby zlikwidować uprawianie seksu w grupie.

- No tak. - Borys Makarewicz zamyślił się. - Gdyby im zabronić wszystkiego, zakazy pozostałyby martwą literą.

- Zakazy były konieczne i potrafiłem je wyegzekwować. Zajęcia lekcyjne to były zajęcia. Kiedy tych najbardziej destrukcyjnych, skutecznie postawiło się do pionu, reszta chodziła jak w zegarku. Ustaliliśmy minimum wiedzy i trzeba się było nauczyć porządnie. A jak ktoś się nauczył porządnie tego minimum, potem szło o wiele lepiej... i chętniej. Za to na zajęciach fizycznych panował zupełny luz. To była taka bardzo wąska furtka dla grupowych igraszek.

- Mimo wszystko. Pewne rodzinne zachowania daje życie w rodzinie. Jeżeli ojciec leje matkę, syn będzie lał swoją żonę. Jeżeli matka regularnie robi na boku, córka też się będzie puszczać. A wy? Jakie wzorce im daliście?

- Trudno to wyjaśnić, komuś kto nie ma żony, dzieci, wnuków.

- Nie mam. Ale wychowywałem się w normalnej kochającej rodzinie. Co nieco mogę powiedzieć.

Zapadło milczenie. W słowach o kochającej rodzinie dało się wyczuć jakieś cierpienie duszy. Borys Makarewicz miał niewątpliwie kochającą rodzinę ale historia jego bliskich musiała zostać naznaczona czymś tragicznym. Sączyli przez pewien czas koniak. W końcu Stiepan Iwanowicz podjął dyskusję.

- Był jeszcze jeden drobiazg. Jeżeli koniecznie pragniecie rozwiązać kwestię, nad którą ja szczerze mówiąc sam się nie zastanawiałem, to może być to drobiazg istotny. - zamyślił się chwilę jakby szukając właściwych słów. - Mówiłem, że sam dokonywałem selekcji swoich pupilków. Ja, widzicie, kierowałem się normalnością. Wybierałem tych, którzy byli normalni. Zdarzyło mi się trafić kilka bardzo inteligentnych przypadków ale ze skłonnościami psychopatycznymi. Za nic w świecie nie chciałem mieć ich w Internacie.

- Słusznie. Wasze metody wychowawcze mogłyby się okazać do niczego. A i byłoby to bardzo nie w porządku wobec innych.

- Byłoby. Poza tym moja ocena normalności wykluczała typ androgyniczny czyli taki...

- Wiem na czym polega typ androgyniczny - Uśmiech Borys Makarewicza był wymowny. Fachowa terminologia, ciągle używana przez Bołdina stanowiła problem dla nich obu.

- Tak więc sami widzicie. Miałem w Internacie średnio dwudziestu pięciu typowych młodych facetów i czterdzieści pięć typowych młodych kobiet. Faceci byli pozbawieni cech kobiecych a kobiety męskich. Ja myślę, że to mogło być najważniejszym powodem, dla którego po opuszczeniu Internatu zachowywali się tak a nie inaczej. Większość problemów rozwiązywali instynktownie, w sposób naturalny.

- Dwadzieścia pięć do czterdziestu pięciu - członek Komitetu Sterującego uśmiechnął się do swoich myśli. Dla chłopaków były to korzystne proporcje.

- Dla dziewczyn mniej korzystne. Z tym się zgodzę. Lekurierowka była jednak większa niż Błękitny Kampus. To, że mieszkali osobno było dodatkowym czynnikiem, który sprawiał, że ich życie stawało się bardziej normalne.

- Czyżby? - Borys Makarewicz nie wyglądał na przekonanego.

- Separacja była fikcją. Chodziło o to, że ich wzajemne kontakty miały formę pewnego łamania zakazów. Wymagały podjęcia decyzji, odrobiny trudu. Drobiazg ale nie bez znaczenia.

- Dlaczego Pensja Lekurier została przeznaczona dla dziewczyn? - Gość nie mógł się bardziej zdradzić z tym, że jego pytanie posiada drugie dno. Nawet napięcie jakie Bołdin wyczuwał w rozmówcy już od pewnego czasu, nie było tak wymowne, jak użycie starej, przedrewolucyjnej nazwy, którą on posługiwał się wyłącznie w rozmowach z dziadkiem Anatolem. Dyrektor mógł rzecz jasna zacząć gadać o tradycji, o tym że pensja była instytucją dla nobliwych panien ale czy miało to sens. W swoich rozmowach byli dotychczas szczerzy ze sobą tak bardzo, że trudno byłoby znaleźć w Rosiji dwóch szczerych rozmówców na takich stanowiskach. Trzeba rozmawiać inaczej.

- Dlaczego mnie sondujecie? Czy nie możecie zapytać wprost? - Użył dokładnie takich samych słów, jakimi przed dwoma tygodniami zaskoczył go Borys Makarewicz, jednak na to co usłyszał, zupełnie nie był przygotowany.

- Co wiecie o Katarzynie Pietrownie?

* * *

Członek Komitetu Sterującego odjechał. Za godzinę zapewne wejdzie do jasijeniewskiego archiwum. Bołdin miał się nad czym zastanawiać. I nie chodziło tu o szczegóły związane z projektem badawczym. Niewinne pytanie dotyczące Katarzyny Pietrowny, zadane przed trzydziestoma minutami, wywołało w nim nie lada zamęt. Wstał wtedy i podszedł do okna aby rozmówca nie widział jego twarzy. Po raz kolejny próba rozszfrowania emocji Borysa Makarewicza wywołała zdziwienie. Ciekawość i nadzieja. Nadzieja, że Bołdin coś wie, że Bołdin może pomóc. Sklął sam siebie. Skąd ktokolwiek poza dziadkiem, mógł wiedzieć o jego wirtualnych wyczynach na Pensji Lekurier? Chodziło o Katarzynę Pietrownę, o nią samą. Tyle, że... kwerendy jakie przed laty kilkakrotnie zapuszczał w bazach danych, nie przyniosły nic nowego.

Borys Makarewicz najwyraźniej szukał czegoś na własną rękę. I to coś było dla niego ważne, było jego sprawą osobistą. Teraz dopiero zdał sobie sprawę, że żadna z rozmów, które odbył z nim do tej pory, przypadkowa nie była. On krążył wokół niego. Dopóki rozmawiali służbowo, nie wahał się mieć innego zdania i walić dobitnie prosto z mostu. Niepokój pojawiał się przy zadawaniu drobnych i niewinnych pytań natury osobistej.

Przed pół godziną opowiedział Borysowi wszystko... prawie wszystko, co wiedział o Anatolu Nikołajewiczu Bołdinie. Zdziwiło go bardzo, że jego rozmówca, swoje zainteresowanie Katarzyną Pietrowną sprowadzał w całości do osoby dziadka Anatola. Mógł mu oczywiście nic nie powiedzieć, mógł powiedzieć tylko trochę, to co i tak łatwo było znaleźć w oficjalnych dokumentach. Jednak ten rodzaj ciekawości, jaki wyczuł u swego gościa nakazywał złamanie powszechnej zasady milczenia w sprawach, które powinny pozostać tajemnicą. Spodziewał się, że usłyszy coś w zamian, coś czego sam nie wiedział. Teraz zadawał sobie pytanie czy czuje się rozczarowany czy mimo wszystko, nie. Borys Makarewicz nie zdradził co go łączyło ze smutną historią pięknej poddanej ostatniego cara. Przed wyjściem, powiedział jedynie, że dotarł do archiwalnych, bardzo, bardzo tajnych materiałów, jeszcze sprzed Rewolucji. Chociaż sens ich utajnienia był wątpliwy i mógł budzić pusty śmiech, dopiero zgoda prezydenta otworzyła te ostatnie drzwi.

Pragnienie odszyfrowania tajemnicy przeszłości odżyło ze zdwojoną siłą, ale nie drążył tematu. Był pewien, że wrócą do tej rozmowy niebawem.

Jesień 1985, gdzieś poza przestrzenią

Technik Andriej skończył przegląd instalacji. Przekręcił wielki zawór i basen zaczął wypełniać się wodą. Sezon pływacki w Internacie można było uważać za otwarty.

Późną jesienią zajęcia na pływalni wydawały się szczególnie atrakcyjne. Na codzień dziewczyny nosiły swetry, grube rajstopy, ciepłe buty. Nie przeszkadzało to wprawdzie, by raz na jakiś czas, któraś z miłych koleżanek została zaciągnięta w ustronne miejsce. Nie przeszkadzało w tym, by pozbawiona wierzchniego odzienia i połaskotana porządnie, sama zaczynała skamlać o możliwość wykazania się przed swoim oprawcą w inny sposób.

Kiedy dwa lata temu, Dyrektor zakazał grupowych ekscesów, nie było dyskusji. Typowy "on" - mieszkaniec Błękitnego Kampusa" i typowa "ona" - mieszkanka Lekurierowki, zaczeli gwałtownie poszukiwać innych form. Uciechy było przy tym równie wiele co łez. Bardzo szybko charakter kontaktów, w których uczestniczył tylko "on i ona" zaostrzył się znacznie, głównie za przyczyną samych dziewczyn. Nadpobudliwe panienki odkryły, że bycie dobrze skrępowaną i całkowicie bezbronną w rękach jednego napalonego faceta, to coś więcej niż igraszki z kilkoma naraz. Podczas pamiętnych kolonii sprzed lat dwóch, reakcje chłopaków były nieraz bardzo deprymujące. Opinia kolegów zawsze była ważniejsza niż ta, wokół której się zgormadzili.

Ekscesy natury monogamicznej miały niezaprzeczalną przewagę, ale gdzieś w głębi niewieściej duszy, kryła się tęsknota za tym, by na na sobie skupić oczy, myśli, ręce i wszystko inne. By dla siebie, choć na chwilę, zagarnąć całość. Jednak dyrektorska decyzja była jednoznaczna. Chłopaki za punkt honoru mieli przestrzeganie reguł, które sami przyjęli w obecności pryncypała. Dziewczyny, swoje absolutne posłuszeństwo wobec Stiepana Iwanowicza, traktowały zupełnie inaczej, w sposób który wymykał się wszelkim opisom i próbom zrozumienia.

Dopiero wejście do basenu w pewnym stopniu znosiło ograniczenia i usprawiedliwiało wspólne igraszki. Podczas zajęć fizycznych, Fiodor Michajłowicz bardzo chętnie przekazywał swoje trenerskie obowiązki chłopakom.

Marta potrafiła się całkiem zgrabnie utrzymywać na wodzie. Umiała zasuwać krytą żabką, jednak tuż przed wyrzuceniem rąk do przodu, jej twardy zgrabny tyłeczek nieodmiennie wypływał na powierzchnię. Klapsy wymierzane przez Fiodora a potem przez chłopaków dały tyle, że pozostałę panny również starały się, wbrew sztuce pływackiej, trzymać pupy nad wodą. Szczypanie pięknego zadka okazało się, w zależności od punktu widzenia, rozwiązaniem skutecznym albo nieskutecznym. Mistrzyni stylu klasycznego-prawiekrytego zachłysnęła się i była okazja do reanimacji. Fiodor Michajłowicz po raz kolejny utracił kontrolę nad przebiegiem wypadków, kiedy musiał po kolei, udzielać pierwszej pomocy wszystkim uczestniczkom zajęć.

Ćwiczenia nie ograniczyły się do zajęć w wodzie. Chłopaki za punkt honoru wzięli sobie nauczenie Marty, Kaisy i Rozy prawidłowych nawyków. Zaraz po wyjściu spod przysznica rozochocona szóstka rozpoczęła zajęcia w podgrupach.

Wypięty tyłek Kaisy można było łaskotać bez konieczności przywiązywania dziewczyny. Wasil zamknął się z podopieczną w magazynku ze sprzętem i dopiero po godzinie jęków a potem krzyku, w którym nie było miejsca na nic prócz dzikiej rozkoszy, rozległ się desperacki rechot. Wyglądało na to, że chłopak przerzucił swoją działalność nieco niżej, na równie ponętne co wrażliwe a zapewne już unieruchomione, nogi ofiary.

Marta i Roza wylądowały w siłowni. Od razu zostały skrępowane przy pomocy sznurów i specjalnych klamer, pozwalających zacisnąć zgrabną nóżkę bez obaw, że na gładkiej skórze pojawią się siniaki. O ile Michaił powoli i metodycznie postwił się nad drżącym tyłeczkiem Rozy, o tyle Stiopa od razu zaatakował najbardziej wrażliwe spośród wrażliwych, stopy swojej ofiary. Rozdzierający śmiech Marty, przez dobre piętnaście minut, wydawał się rozsadzać ściany. Chłopak nie potrzebował nawet łaskotać. Wystarczyło lekkie muskanie ustami, lekkie dotknięcia czubkami palców, żeby dziewczyna dostała szału. Po kwadransie dojrzała już na tyle, że wystarczyło wejść w nią od tyłu, aby ciasna, rozgrzana do czerwoności szparka zaczęła żyć swoim życiem, całkowicie niezależna od woli właścicielki.

* * *

To, że była częstym gościem w Dyrektorskim gabinecie, wzbudzało uznanie wśród koleżanek. Każdą dziewczynę dreszcz przechodził na samą myśl o tym, że pryncypał wymierza karę. Częste wizyty w pomieszczeniu, skąd zarządzano Internatem nie zwiększały jednak zainteresowania chłopaków. Dzień był dla Elizawiety średnio udany. Właściwie kiepski. Zabawa w klapsy i reanimację jakoś ją ominęła. Została sama. Zrzuciła czepek. Z mokrymi, unoszącymi się na wodzie włosami, z deską pod głową, unosiła się na nieruchomej powierzchni. Nowy kostium kąpielowy, który wylosowała przy podziale kolejnej dostawy strojów, również przestał ją cieszyć. A dziwne, bo bajer był niesamowity. Elastyczna turkusowa tkanina wydawała się ciasno przylegać do ciała. Jej delikatna myszka, którą dzisiaj starannie wygoliła, rysowała się wyrażnie. Wystarczyło lekko rozsunąc nogi. Kostium jednoczęściowy ale obszerne wycięcia odsłaniały boki. Teraz sobie leżała z rękami nad głową, kołysząc się niezauważalnie i wyobrażając sobie Piotra, który podpływa i zaczyna całować jej odsłonięte ciało a ona, choć się boi tego co ma nastąpić, leży nieruchomo, gotowa na każdą pieszczotę, gotowa wytrzymać wszelkie łaskotki, gotowa na wszystko.

Woda gwałtownie zafalowała. Ktoś skoczył do basenu. Czuła, jak do niej podpływa. Postanowiła nie otwierać oczu. Czyjeś ręce złapały ją za stopy. Zaczęła się lekko bać. Musiała się bać. Bez strachu nie mogło być niczego. Dlatego tak bardzo... tak zawsze... u Dyrektora Stiepana Iwanowicza. Lekkie muśnięcia czubków palców. Całował ją.

- Kozak? - wyjęczała pytanie

- Po czym poznałaś? - Miszka zwany Kozakiem mógł sobie darować pytanie. Zawsze poznawała, kiedy ją całuje. Jedna z odmian salonowca, w który namiętnie grywano, polegała na tym, że skąpo ubrana panienka leży z zawiązanymi oczyma i musi rozpoznać kto całuje ją w miejscach, które w pierwszym odruchu pragnęło by się zakryć. Całowanie łączyło się z łaskotkami w sposób tyleż nierozerwalny, co rozbudzający pożądanie do granic wytrzymałości. Rozpoznanie chłopaka kończyło się tym, że parka udawała się w miejsce odosobnione. Dziewczyna zakrywała dłońmi miejsca, które pragnęła aby ją całowano i chłopak muskał jej dłonie, dopóki nie odsłoniła ciała i nie pozwoliła się "zacałować na śmierć". Pomyłka oznaczała łaskotki, zwykle bez opamiętania a na koniec, konieczność zrobienia loda. Dopiero wtedy można było liczyć na to, że się facet zrewanżuje.

- Poznałam - Powiedziała dotykając nagich boków. Zaczęło się.

Doszła prawie natychmiast. W wodzie jeszcze tego nie robiła. Objęła go nogami. Najpierw wyskoczyła z ramiączek a Kozak całował ją pod pachami. Miała ochotę wyć, ale tłumiła nawet jęki. Tylko jej uda coraz mocniej zaciskały się wokół jego bioder. Wyszedł na płytszą wodę. Rękami złapała się za drabinkę. Znowu leżała na plecach. Zdarł z niej kostium. Teraz! Wtargnął w nią z taką samą gwałtownością z jaką pochłonęła jego sterczący członek. Już niczego nie próbowała powstrzymywać.

Dochodzili do siebie stojąc w wodzie, przytuleni mocno. Chłód zaczął im doskwierać.

- Chodź - Powiedział schrypniętym głosem.

Chciała złapać swój kostium ale był szybszy.

- Oddaj! Muszę się uczyć. - pokręcił głową. Wcale nie musiała. Rozumieli się bez słów. Teraz chciał, żeby to ona zapracowała na swój kostium. Teraz będzie jego suką i będzie zgadywać jego myśli. Chciała, żeby tak powiedział, ale on nic nie chciał mówić. Znowu się bała. Tyle że jej strach nigdy nie siedział w brzuchu. Po brzuchu... cały czas motylki... a bała się... tam niżej.

Prysznic i suszenie zajęło im trochę czasu. Za długo. Motylki odleciały i już się nie bała. Szkoda. Teraz pójdą do szkolnego budynku. Wszystkie sale są otwarte i można robić co się chce. Można włączyć ogrzewanie tak, żeby zrobiło się cieplutko i potem już... wszystko...

- Dlaczego nie wkładasz butów? - Popatrzył na jej drobne zgrabne stopki.

- Bo nie. Ja chcę boso... po śniegu.

Koniec listopada. Mróz szczypał niemiłosiernie. Sto pięćdziesiąt metrów, jakie dzieliło ich od wyjścia z pawilonu sportowego do budynku, w którym mieściły się sale lekcyjne, przebiegli w tempie iście oimpijskim. Zęby Elizawiecie dzwoniły ale tam niżej... znowu zaczynała się bać. Szybciej! Wbiegli na drugie piętro. Z sali historycznej dobiegały jakieś odgłosy. Nie byli sami. Biologiczna! Pusta! Nikogo nie było. Przekręciła zamek w drzwiach. Teraz nikt nie wejdzie. Torbę z butami i resztą odzienia rzuciła w kąt. Kozak włączył światło. Na końcu sali, za ostatnim rzędem ławek stał atlas, przyrząd gimnastyczny używany częściej do unieruchamiania tych, które nie były w stanie wytrzymać... Strach... Bała się... tam... tam się bała. Rozpięta spódnica upadła na podłogę. Zacisnął swoje krzepkie ręce na jej gołych pośladkach, wpił się ustami w jej usta. "Językiem możesz obiecać wszystko, nawet to, o czym on nie wie". To Stara tak mówiła. Teraz obiecywała mu baśnie tysiąca i jednej nocy, obiecywała ucieczkę przed wszystkim, co wydało się zbędnym dodatkiem do chwili. Obiecywała całą siebie.

Motylki! Znowu zaczęły swój baśniowy taniec.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Polskie Forum Łaskotek Strona Główna -> Erotyczne / Opowiadania BDSM Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 phpBB Group

Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson (http://www.eddingschronicles.com). Stone textures by Patty Herford.
Regulamin